Aleksandra Kus


Ur. w 1978 r. w Malborku. Swoją drogę artystyczną rozpoczęła w Liceum Plastycznym w Gdyni, a następnie na gdańskiej ASP, gdzie w 2004 r. uzyskała dyplom w pracowni prof. Sławoja Ostrowskiego. Tam nauczyła się myśleć o rzeźbie jako o konstrukcji jako nośniku emocji i relacji z otoczeniem. Od lat sprawdza się, badając formę, przestrzeń i materię — od drewna, metalu i ceramiki po akryl, tkaninę, grafikę i mural. Jej prace trafiają do przestrzeni publicznych, hoteli, pensjonatów oraz prywatnych kolekcji. Od 2017 r. tworzy rzeźby wielkoformatowe w Polsce i Czechach. Angażuje się również społecznie – w Łodzi stworzyła ponad 200-metrowy mural, z udziałem mieszkańców i władz miasta. Jej realizacje można oglądać m.in. w Muzeum Bursztynu w Gdańsku, a także w projekcie filmowym, którego jest współtwórczynią, opowiadającym historię Ostrówka. Wieloletnia wykładowczyni rzeźby i plastyki, pracująca zarówno z dorosłymi, jak i dziećmi. Wszechstronna, konsekwentna i zdeterminowana — nieustannie rozwija swoją praktykę, stawiając przed sobą wyzwania i realizując kolejne projekty.

Poszukuję, docieram i wypracowuję własny język, który łączy lekkość formy z monumentalną skalą. Tworzę głównie rzeźby figuratywne, czerpiąc inspiracje ze słowiańszczyzny i piękna ciała ludzkiego. Sztuka jest dla mnie medytacją i spełnieniem, a rzeźba – pasją, która dodaje mi twórczej energii. Każdy projekt traktuję jako opowieść o bohaterze i jego emocjach.

Od pięciu lat mieszkam w Łodzi i … czuję się w środku.

Czuję się w środku


rzeźby


Afrodyta - tors kobiety

Z pozoru rzeźba odwołuje się do harmonii i idealizacji klasycznej sztuki starożytnej, lecz obserwując ją wnikliwie i na około, zauważamy strukturę pojawiającą się na plecach jak rany zadane ciału. To odsłonięcie bólu matki, która bierze na siebie więcej niż może udźwignąć i unieść. W centrum tej narracji jest kobieta o wysokiej intuicji. Jej wewnętrzne widzenie, zdolność do czucia i przewidywania, symbolicznie zaznaczone zostało w okolicy pępka w formie oka — jako subtelny znak wewnętrznej mądrości i głębokiej, cielesnej świadomości.

Mokosz - tors kobiety

Inspirowana i w pełni utożsamiająca się ze słowiańską boginią matką pełną miłości, płodności i urodzaju. Przedstawia kobietę szczęśliwą, znająca zależność miłości i szczęścia względem tego, co daje i w jakim momencie to do niej wraca. To kobieta spełniona, która rozsiewa dobroć i radość. Tu również wykorzystuję strukturę, lecz odmienną od poprzedniej pracy, oddziałującą już z daleka.

Dużo i pusto - instalacja ceramiczna

Instalacja ceramiczna przedstawia krąg złożony z wielości terakotowych postaci, otaczających figurę umieszczoną w centrum. Na pierwszy rzut oka kompozycja wydaje się prostą metaforą społecznej samotności, jednak jej znaczenia odsłaniają się stopniowo. Każda z postaci tworzących tłum niesie własną historię, własny ciężar i własny moment bliskości ze środkiem. Ich sylwetki — różnorodne, porowate, uchwycone w gestach odpowiadających stanowi ich ducha — układają się w krąg indywidualnych doświadczeń, które mimo fizycznej bliskości nie eliminują poczucia odosobnienia. W samym centrum stoi figura z szarej gliny z którą się utożsamiam. Zwyczajna, niepozorna. Emanuje jednak radością i wewnętrznym światłem. Dopiero uważna obserwacja ujawnia paradoks tej postaci: jest samotna, a jednocześnie spełniona - jak ktoś, kto w pełnej akceptacji przyjmuje zarówno swoją odrębność, jak i ślad, jaki pozostawili w jej życiu wszyscy, których spotkała na swojej drodze.

Sama - ceramika

Instalacja ceramiczna przedstawia kobiecą postać usytuowaną na skraju — krawędzi stołu, przepaści lub własnej, wewnętrznej granicy. To druga praca z serii społecznych przedstawień „środka”, w której odsłaniam odmienne oblicze swojej wrażliwości. W przeciwieństwie do poprzedniej instalacji, pełnej cichej równowagi, tutaj bohaterka znajduje się w stanie napięcia, balansując między siłą a kruchością. Chcę pokazać swój kobiecy dualizm: emocjonalną zmienność, która potrafi zepchnąć mnie na skraj odczuwania, zależnie od okoliczności i naturalnego rytmu kobiecego ciała. Czy zdołam utrzymać równowagę? Czy odnajdę środek w świecie, który nieustannie mnie przesuwa? Odpowiedź pozostaje tajemnicą — prywatną, pulsującą zagadką, którą niosę wyłącznie w sobie.

Decyzja - autoportret

Autoportret jest rzeźbiarskim zapisem przemiany —przejścia między spokojem a agresją, kolejną z emocji, które noszę w sobie od lat. To napięcie, w którym pozorny bezruch twarzy zaczyna pulsować wewnętrznymi sprzecznościami, jakby forma nie mogła zdecydować, czy zmierza ku wyciszeniu, czy ku wybuchowi. Rzeźba staje się zbiorem masek — tych, które zakładam odruchowo, żeby dopasować się do norm, oczekiwań i rytmu świata. Maski te pełnią podwójną funkcję: z jednej strony chronią to, co wewnętrzne i kruche, a z drugiej ograniczają, nakładając ciężar milczenia i dyscypliny. Ukrywają prawdę, ale jej nie likwidują — zostawiają ją pod powierzchnią, gdzie rośnie i domaga się ujawnienia. W tej rzeźbie walczę sama ze sobą o odnalezienie balansu między tym, co „powinnam”, a tym, czego potrzebuję. Między rolami, które pełnię, a emocjami, które próbuję oswoić. Autoportret staje się zapisem wewnętrznego dialogu — a może bardziej wewnętrznej walki — między częścią mnie, która podejmuje decyzje z rozsądku, a tą, która została przykryta, przyciszona, lecz wciąż pragnie głosu. To opowieść o stanie zawieszenia w środku: o chwili, w której nie ma jeszcze rozstrzygnięcia, a jedynie świadomość napięcia między tym, kim jestem na zewnątrz, a tym, co naprawdę dzieje się wewnątrz. Rzeźba zatrzymuje ten moment — niepokojący, szczery, prawdziwy — zanim emocje znajdą swoją ostateczną formę.


Prace artystki odsłaniają emocje dorosłej kobiety, matki i doświadczonej twórczyni, która dojrzewała latami do tego, by pozwolić sobie mówić własnym głosem. Każda rzeźba jest tu aktem zdejmowania kolejnych warstw — tych, które z czasem stały się zbroją, a które dopiero teraz zaczynają pękać, odsłaniając kruche, autentyczne wnętrze. Poprzez struktury i drobne elementy, zauważalne tylko dla wnikliwych osób, wyraża swoje emocje. Poprzez różnorodność rzeźb pokazuje szerokie spektrum rozważań o swoich rolach i wewnętrznych dyskusjach. To proces powrotu do siebie: do pamięci, intuicji i wrażliwości, które przez lata pozostawały ukryte pod rytmem obowiązków, rolami społecznymi i narzuconą cichością. Po raz pierwszy jej prace pozwalają jej pokazać prawdziwą siebie — tę, którą dotąd trzymała „w środku”, dbając, by nikt nie zobaczył zbyt wiele. W strukturach, fakturach i najdrobniejszych elementach, zauważalnych jedynie dla najbardziej wnikliwych, zapisane są emocje, które nie zawsze znajdują słowa: napięcie, troska, intuicja, siła odzyskiwana po latach. Każdy detal jest śladem wewnętrznych rozmów, które prowadzi ze sobą — czasem spokojnych, czasem bolesnych. Różnorodność rzeźb odzwierciedla szerokie spektrum jej rozważań o własnych rolach, doświadczeniach i o miejscu, w którym aktualnie się znajduje. To opowieść o kobiecości, która już niczego nie udaje; o matce, która zaczyna widzieć również siebie; o artystce, która z pełną świadomością pozwala wreszcie wybrzmieć temu, co przez lata pozostawało niewypowiedziane. Rzeźby te są świadectwem odwagi — delikatnej, dojrzewającej, głęboko prawdziwej.

fragment rzeźby "Afrodyta"

Aleksandra Kus


“Wczuj się” - performance


Performance ma formę zapętlonej, cyklicznej akcji powtarzanej co kilkanaście minut. Pięć osób tworzy żywą kompozycję: cztery postaci ustawione w kierunkach świata oraz jedna — w środku. Każda z postaci skierowana jest ku centrum i z wyraźną stanowczością wypowiada swoją potrzebę. Środek odpowiada kolejno każdej z nich — z uważnością, zrozumieniem i czułością.

Ta krótka forma odsłania figurę empatycznego środka — kogoś, kto wybiera reakcję opartą na słuchaniu i współodczuwaniu. Z perspektywy zewnętrznej (widzów, społeczeństwa) jego zachowanie może być odczytane jako słabość, uległość, a nawet rezygnacja z własnej sprawczości. Jednak istotą performance’u jest odwrócenie tego spojrzenia: to właśnie akt świadomego otwarcia staje się jego siłą, decyzją o byciu obecnym, o przyjęciu i transformacji energii płynącej z zewnątrz.

„Środek” w tej kreacji nie traci siebie - jest dojrzały, ćwiczy uważność i wytrzymałość, rozpoznaje zależność, że miłość rodzi miłość, a empatia jest praktyką, która buduje relację ze światem pomału go zmieniając. Performance staje się więc metaforycznym laboratorium, w którym widz może nie tylko obserwować, ale również poczuć, jak wygląda dynamika bycia w centrum - nie hierarchicznie, lecz odpowiedzialnie.

Kuratorka, artystka


Kuratorka wystawy, jednocześnie artystka, sama podjęła temat „środka”, odczytując go zarówno geograficznie, jak i wewnętrznie. W tej roli staje się kimś w rodzaju ośmiornicy — istotą, która widzi i chwyta wszystkie wątki naraz, rozpoznaje je i porządkuje, a następnie układa w spójną całość.

Z jednej strony zaprasza do projektu pięcioro artystów. Z drugiej — tworzy własne prace, rzeźby wypowiadające emocje, które często musiały pozostać niewidoczne, bo bycie „w środku” bywa równoznaczne z ukrywaniem własnych przeżyć. Kuratorka podejmuje więc odważną decyzję: nie tylko opowiada, ale także odsłania swój środek.

Odkrywa także siebie — część, którą przez lata ukrywała, stojąc „w środku” i pełniąc wiele ról jednocześnie. Jej rzeźby stają się wyrazem emocji, których dotąd nie chciała ujawniać. Poprzez performance tłumaczy całe swoje dotychczasowe istnienie w środku. Do performance’u pokazywanego tylko podczas wernisażu zaprasza młode osoby, które dopiero zetkną się z przyszłymi rolami i może w inny sposób zinterpretują swój obraz i nadadzą mu prawdziwy sens.