Julek Oleander Lewicki


Urodzony w 2005 roku w Przemyślu. Uczęszczał do Liceum Plastycznego im. Józefa Pankiewicza w Katowicach. Brał udział w 3 wystawach zbiorowych. Obecnie jeździ po Polsce sprzedając swoją sztukę na targach artystycznych.

Na co dzień tworzę sztukę inspirowaną kulturą queeru i ciałem w tranzycji. Skupiam się na dysforii, euforii, różnicy pomiędzy płcią odczuwaną, a jej prezencją oraz na poczuciu wspólnoty w mniejszości. Bardzo ciekawi mnie moda, zachowania, emocje, grupy społeczne i subkultury tworzące się w społecznościach ludzi queerowych. Moje prace cechuje prosty przekaz, symbolika, mocna ekspresja i silna kolorystyka. Prace tworzę specjalnie dla osób queer i staram się głośno i z mocą przekazywać swoje poglądy.

Czuję się w środku - tryptyk


Na wystawę przygotowuję tryptyk, w formie zamkniętej. Przedstawia on ciało i jego fragmenty rozłożone na płaskiej powierzchni. Jest to bardzo prosta wizualizacja postaci, wnętrzności są na wierzchu. Przy pobieżnym spojrzeniu nie mówi to wiele. Na głębszym poziomie chcę pokazać w tym tryptyku coś więcej niż obraz samego ciała. Temat wystawy zmusił mnie do przemyślenia, jak czuję się w środku i gdzie jestem najbardziej sobą. Szukając, zdałem sobie sprawę, że największy spokój czuję w traumie w przestrzeni, w której kiedyś może mieszkałem. Bez pewności i pełnej świadomości, przez wiele lat dysocjacji, jestem w stanie znaleźć małe, czyste ułamki siebie, które czuję, że są prawdziwe.

Moja praca skupia się na odczuciu komfortu w miejscu stricte niekomfortowym. W środku traumy, w stanie dysocjacji. Chcę przedstawić środek moich przeszłych i teraźniejszych zmagań - przemoc, transpłciowość, przymus wiary, izolację, samotność, odrzucenie, brak pełnej świadomości i trudną sytuację mieszkaniową. Pokazując postać siedzącą w obskurnej, różowej łazience z potłuczonymi płytkami, chcę zwrócić uwagę na moje odczucie co do Polski, młodości z brakiem środków na życie i ciągłej walki o przetrwanie jako nastolatek z trudnej rodziny. Praca jest przytłaczająca pod względem koloru, treści i intensywności przekazu.


Tryptyk ilustruje historię rodzinną, jednocześnie bezpieczną i niebezpieczną. Odsłonięte wnętrzności nie mają tu charakteru dosłowności; są symbolem poszukiwania istoty siebie w miejscach, które z natury są niewygodne, intymne, często bolesne. Artysta podkreśla, że to nie anatomia jest kluczem, lecz fragmenty emocjonalne, psychiczne i pamięciowe, które od lat próbują znaleźć swoje miejsce. Julek wraca do przestrzeni traumy — nie po to, by ją gloryfikować, ale by uczciwie pokazać, że to właśnie tam, paradoksalnie, odnajduje najczystsze, najszczersze okruchy swojej tożsamości.

Jego praca staje się świadectwem dorastania w poczuciu dysocjacji, izolacji, braku bezpieczeństwa i ciągłej walki o przetrwanie.

Centralna scena — postać siedząca w różowej łazience, wśród potłuczonych płytek — jest metaforą dorastania. Z brakiem środków, z przymusem wiary, z samotnością, z odrzuceniem wynikającym zarówno z nieakceptującego środowiska, jak i z własnych, nieprzepracowanych jeszcze ran. To przestrzeń brzydka i surowa, lecz właśnie tam artysta odnajduje chwilowy spokój, paradoksalnie bardziej prawdziwy niż jakiekolwiek „bezpieczne” miejsce.

Tryptyk krzyczy kolorem, treścią i intensywnością — i ma tak działać. Jest niekomfortowy, bo mówi o niekomfortowym życiu. Jest surowy, bo przedstawia surową prawdę o stawaniu się sobą w świecie, który nie ułatwia tej drogi. To praca o środku, który nie jest harmonijnym rdzeniem, lecz poligonem przetrwania. O poszukiwaniu tożsamości na gruzach dawnych narracji. O traumie, która bywa jednocześnie źródłem bólu i punktem orientacyjnym.

Tryptyk Julka Oleandra Lewickiego to szczere, intensywne świadectwo młodego artysty, który z odwagą mówi o tym, co zazwyczaj pozostaje zamknięte wewnątrz.

Dopełnienie mapy w centrum


Wystawa „Czuję się w środku” opiera się na idei środka jako miejsca napięcia, spotkania i wzajemnego widzenia. Każdy z artystów jest osobnym biegunem — skrajnym, jasno wybrzmiewającym głosem. Wspólnie tworzą wielogłos, ale czy jedną opowieść?

W tę strukturę silnie wpisuje się rola dwojga skrajnych biegunów czyli Julka Lewickiego i Aleksandry Kus — twórcy, którzy reprezentują dwa odległe światy doświadczeń, a jednocześnie spotykają się w centrum wystawy.

Julek — najmłodszy uczestnik wystawy, stoi w miejscu gwałtownej zmienności. Wciąż kształtująca się tożsamość, nieukończona edukacja, a równocześnie intensywna walka z przeżyciami z przeszłości tworzą w jego pracach świeżą, nieokiełznaną energię. Jego twórczość jest gestem natychmiastowym, szczerym, buntowniczym. To środek otwarty, rozedrgany, budowany na bieżąco. Wychodzi z miejsca, gdzie rana jeszcze nie została w pełni zabliźniona.

Aleksandra — dojrzała artystka, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych, porusza się z wprawą i świadomością po językach rzeźby. Po latach obcowania z formą i materią decyduje się po raz pierwszy odsłonić coś głębszego — własnego, długo skrywane osobiste wnętrze. Jej prace opowiadają o emocjach kobiety, twórczyni w średnim wieku: matki, osoby odpowiedzialnej i silnej, ale jednocześnie pełnej delikatności i pamięci. Jej środek nie eksploduje — on się ujawnia, dojrzale i świadomie.

Ich prace, choć skrajnie różne, odbiera się jak dwa bieguny tego samego zjawiska: dojrzewania do prawdy o sobie. Różni ich niemal wszystko — wiek, wykształcenie, doświadczenie — a łączy jedno: odwaga, by nazwać własne emocje. (Innych twórców też)

W tym sensie mapa wystawy jest nie tylko geograficzna (północ–południe–wschód–zachód–centrum), lecz także emocjonalna i biograficzna. Wszyscy artyści wyznaczają granice i kierunki, z których przychodzą, ale to w środku — w miejscu spotkania — ich głosy zaczynają tworzyć przestrzeń wspólnego patrzenia.