
Ur. we Włodawie współczesna artystka polska, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Uczyła się w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych im. B. Morando w Zamościu, studiowała rzeźbę na gdańskiej ASP pod kierunkiem profesorów: E. Sitka, L. Ostrogórskiej i S. Ostrowskiego. Dyplom uzyskała w roku 2004, w pracowni prof. S. Ostrowskiego. Dorobek artystyczny artystki obejmuje rzeźbę, rysunek, a także malarstwo. Dominującym tematem pozostają portrety, dla których inspirację stanowią mieszkańcy rodzinnego regionu.
O uświadomionej klęsce języka sztuki wobec Holokaustu.
Pułapka sakralizacji i kiczu.
Kluczową inspirację do powstania pierwszych grafik, stanowi sztuka teatralna autorstwa Richarda Rashke pt: „Droga Estero”, opisująca historię byłej więźniarki obozu zagłady w Sobiborze, pochodzącej z Chełma Estery – bohaterki legendarnego powstania w Sobiborze z 14 października 1943, jedynego, zakończonego sukcesem buntu więźniów przeciwko nazistom. Ślady doznań i emocji związanych z tą przejmującą lekturą – czasem ledwo dostrzegalne, czasem wyraziste – wpisują się w strukturę prac. Rysunki w sposób symboliczny odwołują się do tematyki wojny i zagłady. Są próbą opisania ówczesnej rzeczywistości – dotkliwej, wyczerpującej fizycznie, psychicznie i duchowo. O tym, jak radzono sobie ze strachem, jak oswajano śmierć. Wystawa jest przestrzenią szczególnej konfrontacji. Poruszane tematy konfrontują stan naszej wiedzy o Holokauście z brakiem umiejętności odczytywania znaczeń odnoszących się do historycznych traum oraz ze stanem przyswajania pamięci, a i nie wykluczone, że z próbą ucieczki bieżącej cywilizacji od bycia świadkiem takich zdarzeń. Ofiary, jak kiedyś, tak i dziś, skazane są przez historię na rozmowę z sobą samym. Właściwie wszystkie prezentowane tu prace są zbiorem wychwyconych osobnych monologów.
Cele wystawy
To nie jest martyrologia Tylko pamięć drzew
RMH
PS. Na Wschodzie bez zmian.
"Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię - nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze." Edward Stachura
Badania prof. Kłosińskiej i jej zespołu dowiodły, że potomkowie osób, które przetrwały wojnę wykazują podwyższoną reaktywność na bodźce związane z przemocą, podatność na lęk i dostrzeganie zagrożeń tam, gdzie ich nie ma. To tworzy specyficzny grunt. W efekcie, emocje wyprzedzają rozum, a dziedziczny lęk staje się objawem społecznym. Mamy tu do czynienia z transgeneracyjną sztafetą: nierozwiązane traumy dziadków (wojna, utrata domostwa, przemoc), niewyrażone emocje i trudne doświadczenia mogą się przenosić dalej. Zjawisko traumy transpokoleniowej jest przyjęciem własnej historii i tego, co nieuniknione, jest jednocześnie szansą by w pokojowy sposób rozwiązywać wszelkie paradoksy ludzkiej egzystencji. Jako świeżo zwerbowany członek ekipy : „Czuję się w środku” , na prośbę kuratorki, będę nadawać ze Wschodu- zapraszam na transgeneracyjny spacer po nieprzepracowanych traumach, po miejscach, gdzie zamrożone emocje i nieufność są dziedziczone. Zmierzę się z pesymizmem i melancholią Ludzi Wschodu. Podroczę się z przekonaniem jakoby byli pamiętliwi.
RMH
Prace Renaty Mozołowskiej niosą w sobie historię, drogę i pamięć pokoleń — opowieści o tym, co było, i o tym, co wciąż rezonuje i trwa. To cykl poszukiwania piękna we własnych lękach, portretowania wewnętrznych przemian oraz rozdźwięku między emocjami a codziennością. Artystka żyje na Wschodzie, „tuż obok Sobiboru”. Bliskość miejsca Zagłady staje się dla niej nieusuwalnym tłem — codzienną obecnością, która przenika sposób widzenia świata. Jej prace wyrastają z pamięci regionu i z historii, która „wydarzyła się po sąsiedzku”. To opowieści o przeżywaniu i radzeniu sobie z lękiem, oswajaniu śmierci, psychicznym i duchowym wyczerpaniu, o konfrontacji z wiedzą o Zagładzie i współczesnej niemożności pełnego jej udźwignięcia. Mozołowska pracuje w cieniu „uświadomionej klęski języka wobec Holokaustu”, tworząc obrazy ostre, dotkliwe, prawdziwe. Niewielkich rozmiarów płaskorzeźba ukazuje jakby woskową twarz spowitą warstwami bandaży, które zasłaniają oczy — jakby próbowały zatrzymać spojrzenie, uciszyć pamięć, unieważnić obraz, którego nikt nie chce już widzieć. Materiał, zabrudzony zaschniętą krwią, nie tylko okrywa rany, lecz jednocześnie je ujawnia ślady bólu, których nie sposób uleczyć ani zapomnieć. To gest podwójny — próba ochrony i wyparcia. Czy zakrycie oczu sprawi, że zniknie temat, którego ciężar tak trudno unieść? Czy niewidzenie może stać się równoznaczne z nieistnieniem? Praca stawia to pytanie boleśnie i jasno: są historie, które domagają się pamięci, nawet jeśli patrzenie w ich stronę pozostaje doświadczeniem głęboko raniącym.